Vibe coding ≠ produkt. Gdzie kończy się hype, a zaczyna odpowiedzialność?
Mam wrażenie, że zmierzamy w stronę świata, w którym problemem nie będzie tworzenie software’u, tylko jego jakość i zaufanie do tego, co powstało.
Programowanie
Gdzieś w sieci natrafiłam na serię Microsoft Challenge we współpracy z Academic Partners. Oferują oni krótkie kursy z zakresu AI (dość podstawowe) za darmo. Z całej serii wybrałam dwa, które mnie zainteresowały. Jednym z nich był kurs dotyczący Vibe Codingu. I to właśnie ten kurs zainspirował mnie do poruszenia pewnego tematu.
Od niedawna w sieci, a w zasadzie to na facebooku i linkedinie, w różnych grupach programistycznych i nie tylko zauważam, że ludzie promują swoje aplikacje. Na pierwszy rzut oka widać, że są to aplikacje stworzone w 100% przez AI. Rozpoznaję to w zasadzie głównie po designie - sama stworzyłam dwie takie aplikacje, wiem jak ten generowany front wygląda. Z ciekawości, ostatnio weszłam na profile osób, które wrzucają te posty, sprawdzić czy są programistami - raczej nie są, przynajmniej nie wynikało to z ich profili. Jedna z aplikacji nawet miała nazwę brzmiącą jak wygenerowana przez ChatGPT.
Wniosek jest taki, że zaczynają powstawać aplikacje w procesie vibe codingu, autorzy traktują je jako produkt, dodają do nich licencje czy subskrypcje i próbują reklamować i sprzedawać. Nie byłoby w tym nic złego… gdyby AI działało lepiej.
Jak już pisałam wcześniej, zbudowałam dwie aplikacje w ten sposób, ale jestem programistką i budowałam je ze świadomością, że niektóre luki po AI trzeba będzie uzupełnić. Część kodu (np. związanego z bezpieczeństwem) dopisywałam ręcznie, bo AI pomijało te aspekty - pomimo uwzględniania tego w moich promptach. Co więcej, powtórzę, jestem programistką, budowałam aplikacje w procesie vibe codingu, ale nie miałam wystarczająco odwagi, żeby je opublikować czy dołożyć do nich płatne subskrypcje - bo nie miałam w pełni zaufania do kodu, który był generowany przez AI.
Ale do rzeczy, rozpoczęłam ten kurs z Vibe Coding, i już na pierwszej lekcji Microsoft uczy nas, że:
”Non-programmers can use vibe coding to quickly prototype an application or utility without needing extensive programming knowledge. This approach democratizes software development, allowing individuals from various backgrounds to contribute to the creation of functional software. Vibe coding is best suited for hobby projects or prototyping, as it allows rapid development without extensive technical expertise.”
I dalej…
Programmers can use vibe coding to streamline their development process, focusing on high-level design and functionality rather than low-level implementation details. This approach allows developers to quickly generate code that meets their requirements, enabling them to enter a flow state and maintain productivity.
I nawet jeszcze później w ramce podkreślili:
Vibe coding doesn't replace the need for experienced developers. While it can significantly enhance productivity and lower the barrier to entry for software creation, it introduces new challenges that require expert oversight, especially in professional and production-grade environments.
Microsoft na dzień dobry utwierdza mnie w tym, że AI nie nadaje się do generowania kompletnych aplikacji nadających się na rynek. Nadaje się do tworzenia prototypów dla osób nie-technicznych lub do prostych implementacji dla osób technicznych. Brakowało mi tego potwierdzenia, szczególnie teraz, w świecie, w którym te aplikacje będą powstawać masowo.
Jest jeszcze jeden aspekt, który mam wrażenie, że kompletnie umyka w tej dyskusji - prawa autorskie. Jeśli AI generuje kod, design czy nawet nazwę aplikacji, to na ile faktycznie jesteśmy właścicielami tego produktu? I czy mamy prawo go monetyzować bez żadnych wątpliwości?
Offtop
Dawno nie robiłam żadnych kursów, nie miałam ostatnio na to zajawki. Ale wiosna to chyba idealny czas. Ruszyły już branżowe konferencje, więc człowiek od razu jest taki bardziej zmotywowany i zachęcony do działania. Lubię przerabiać 10x te same proste i podstawowe rzeczy. A czasem lubię posłuchać o czymś, o czym wcześniej nie miałam pojęcia. Na te Challenge z Microsoft natknęłam się już wcześniej, ale chyba brakowało mi wtedy motywacji.


Te Microsoftowe kursy o których piszesz, warto?